Coś mi nie idzie ta dieta. Wczoraj rano był spadek ale uczcilam to pizza i dziś powrót do wagi sprzed tygodnia :p
Za to spędziłam świetny wieczór z moja Elka. I pizza.
Weekend w pracy. Codziennie zabieram się by coś napisać by się motywować. Ale jedyne o czym mam potrzebe pisać to o mojej niechęci do pracy. Z kolei nie mogę o niej tu za dużo pisać bo mnie wyleja:) Wiec w sumie lepiej się skupić na moich dietetycznych wyzwaniach.
Tu pizza, tam ciacho u mamy. No cóż. Ale nie ustaje w wysiłkach:)
W tym tygodniu dopiero drugi skalpel. Jakoś nie miałam przez cały tydzień sił i energii. Zastanawiam się czy to przez oddanie krwi czy może przez ta infekcje, która mi się przypetala. Wolałabym to drugie ale coś mi mówi ze jednak chodzi o tą krew. Suplementuje się jak głupia zelazem forte ale widocznie nawet to nie daje rady.
Do tego okres mi się zbliża. Jestem rozdrazniona i wsciekla na wszystko i wszystkich.
Z mężem się poklocilismy na śmierć i życie i nie gadamy. Wszystko idzie dupiato ostatno. Nie ogarniam...
ElisaDay
22 marca 2018, 11:28Dla mnie pizza to narzędzie przetrwania w diecie. Zjadam całą, bez wyrzutów sumienia, raz w tygodniu, gdy waga pokaże mniej. Ostatnio sobie darowałem, bo miałam dość ciężki okres z pms i rzuciłam się na żarcie. Okres przyszedł, waga się wyrównała, a ja wiem, że za tydzień znowu będę mogła zjeść mojego rytualnego fast fooda. Nie katuj się tak. Odchudzanie to nauka samokontroli - jeśli przez 6 dni w tygodniu będziesz śledziła wytyczne swojego programu, nie zaprzepaścisz wszystkiego w jeden dzień, czy jeden posiłek. Grunt to zmieścić się w kalorycznych widełkach. I być cierpliwym.